Rz 8, 14-17
Bracia:
Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale.
Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale.
Mt 28, 16-20
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy Jednak wątpili.
Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem.
A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».
Czasem jest tak źle, że nie chce się myśleć o Bogu. Moje problemy są tu i teraz, On jest daleko. Zostawił mnie samą, dopuszcza do wszystkiego, co mnie spotyka, a później śmieje mi się w twarz wolną wolą.
Od kilku dni idę w nocy. Nie widzę przejaśnień. Odczuwam silny lęk i ból, którym moja dusza wprost krzyczy. Gdyż po raz kolejny daję się niewolić złem, pętać strachem i małostkowością. Ten wysokokaloryczny deser ma w dodatku posypkę stworzoną z zagłuszaczy - to nie moja wina, okoliczności to sprawiły, jestem tylko ofiarą... Tak łatwo się oszukiwać. I poniżać, nie dawać sobie szansy na przebaczenie, widzieć tylko zło, gdy dobra tak naprawdę jest znacznie więcej, pogardzać sobą, jednocześnie zaczynając pogardzać Bogiem, skoro taką beznadziejną mnie stworzył. Nie tylko miłość do ludzkości zbawia - moja miłość własna rozpoczyna drogę do innych, dopełnia ją, by ostatecznie zamknąć w Bogu.
Tymczasem On jest ze mną realnie, przez wszystkie dni. Przez minuty łez w samotności, bezradność, słabość, wściekłość i zmęczenie. Da siłę, gdy tylko poproszę. A ja spętana niemocą zapominam, że mogę Mu powiedzieć o wszystkim i nie zostanę odrzucona. Mogę wszystko w Tym, który mnie umacnia. Nie muszę się bać. Gdy wątpię, zbliża się i przemawia, a zamiast potępiać, jeszcze obdarowuje. Po czym odnawia obietnicę bycia zawsze blisko. Bóg jest szalony z miłości do mnie. Pora przestać się memłać i zacząć działać. Bo On patrzy. Bo jest. Bo kocha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz