Mt 5, 13-19
Jezus powiedział do swoich uczniów:Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.
Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.
Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim.
Czasem przychodzi do człowieka Grzech. Porządny, nie taki tam paciorek czy małe obgadywanko. Potężny swoim przygniatającym ciężarem, ale lepki, wulgarny i wstrętny w perspektywie Wieczności na tyle, by od razu instynktownie odebrać mu wielkie G. I cóż wtedy? Nie świecimy, nie solimy, sami siebie się wstydzimy. Czujemy się żałośni, mali, odpychający. Mamy poczucie, że zepsuliśmy taki świetny etap, kiedy byliśmy już idealni...
Hola, hola, moi Państwo! Hola, hola ja! Idealni? Miło jest utrzymywać się w błogostanie samozadowolenia. Doznając przy okazji co najmniej nieskromnej pokusy segregowania grzechów na: może być, jeszcze dziś pójdę do komunii, nie bądźmy świętsi od papieża i narozrabiałem zupełnie, trzeba coś z tym zrobić. Kiedy po - mniej lub bardziej - heroicznej drodze wracamy znów do Boga, staramy się. Niczym mąż po zdradzie. Później tracimy czujność, uspokojeni tym, że jest dobrze.
I, nie widząc kiedy, oddalamy się znowu. Popełniając grzech zaniedbania, miłość zaś zastępując obojętnością. Przestajemy być wiarygodni sami dla siebie (choć niekoniecznie się do tego przyznamy), więc jak mamy świecić dla innych? Zwietrzała sól i mocno zakurzony żyrandol to nie są najlepsze wizytówki dobrej pani domu. A my powinniśmy byś najlepszą panią w domu, który dostaliśmy na doczesność.
Tylko gorliwość może pociągać za sobą. Nie fanatyzm, gorliwość. Banały wymienione przez niejakiego Cieślę z Nazaretu (zwanego również Mojżeszem do kwadratu - Tym, który Prawo wypełnia i dopełnia) przed dwoma tysiącami lat: modlitwa, post, jałmużna, przykazania, udział w sakramentach, bliskość Boga, różaniec w kieszeni i radość w sercu... Codzienna obecność Boga w naszym życiu. Pokazywanie Mu naszego świata przez otwory naszych oczu, filtrowane troską z serca. Nie psychopatyczny chichot i euforia płynięcia na różowej chmurce Muminków przez ciągłość czasu, jaki mamy na antenie, ale poczucie, że nie jesteśmy sami, wiara, że za placami mamy Anioła Stróża, całe zastępy świętych życzą nam dobrze, a po życiu czeka na nas Ojciec - i zarazem Matka, Brat, Przyjaciel, Suma wszystkich miłości, jakie istnieją na tym świecie, ale nigdy niewyczerpująca ich do końca.
Z takim przeświadczeniem świecimy i dodajemy światu smaku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz